Turbina Bałakowo

Z wielką ciekawością poszedłem sobie w niedzielę na mecz z Turbiną Bałakowo. Lubię oglądać takie zawody. Bez nerwów, taki żużel na spokojnie, dla przyjemności. Przyjść po to, żeby pooglądać ciekawe zawody gdzie nie jest ważne kto wygra. Szkoda tylko, że było tak zimno.

Nie ukrywam, że Rosjanie bardzo miło mnie zaskoczyli. Naprawdę potrafią nieźle pojechać. Myślę, że po kilku treningach mogliby nieźle namieszać w I lidze, a Wodjakow i Kosołapkin na pewno zdobywaliby jakieś punkty w ekstralidze.

Zawody trwały nieco ponad godzinę – to chyba rekord. Okazało się, że wcale nie trzeba co trzy wyścigi równać toru (traktory nie wyjechały ani razu). W jednym z wyścigów zaimponował mi Aleksandr Kosołapkin. Podniosło go na łuku i zanosiło się na to, że z na pełnej prędkości uderzy w bandę. Motor puścił w ostatniej chwili leki. Nic nie stało się ani jemu ani żadnemu innemu zawodnikowi. Naprawdę wielki szacunek.

Ze szczególną ciekawością oglądałem Wojdakowa. Jak na 16-latka jeździ naprawdę nieźle. Jeżeli nie zepsują go pieniądze i sława, to może za kilka lat sporo namieszać w światowym speedway’u. Przyznam jednak, że jeśli chodzi o juniorów, to większe wrażenie zrobił na mnie właśnie Kosołapkin. Wygrał z Walaskiem i bardzo fajnie jechał parowo.